Czy miasto potrzebuje resetu? Na pewno stabilności i konsekwencji, nie walki

Referendum w Zabrzu: emocje kontra logika. Dlaczego destabilizacja władzy to najgorszy możliwy scenariusz dla miasta? Kryzys nie zniknie dlatego, że zmienimy prezydenta – przeciwnie, pogłębi się, jeśli kolejne miesiące zostaną zmarnowane na polityczne przepychanki.

W dniu 11 maja 2025 roku mieszkańcy Zabrza staną przed poważnym wyborem – zdecydują, czy obecna prezydent miasta, Agnieszka Rupniewska, powinna dokończyć rozpoczętą zaledwie rok temu kadencję, czy też zostanie odwołana wraz z Radą Miasta. Referendum, które miało być przejawem obywatelskiego zaangażowania, niesie dziś za sobą pytanie znacznie bardziej fundamentalne: czy w obliczu głębokiego kryzysu finansowego miasto może sobie pozwolić na dalszą destabilizację?

W wyborach samorządowych w 2024 roku zabrzanie dokonali jednoznacznego wyboru. Zdecydowaną większością głosów powierzyli zarządzanie miastem Agnieszce Rupniewskiej, wyraźnie odrzucając dotychczasową wieloletnią prezydent Małgorzatę Mańkę-Szulik i jej zaplecze polityczne. Nie był to przypadek. Wybór nowej prezydent był odpowiedzią na narastające przez lata problemy, których kulminacją był katastrofalny stan finansów miasta.

Już w momencie obejmowania urzędu w maju 2024 roku, nowa prezydent jasno komunikowała, że Zabrze znajduje się na skraju finansowej zapaści. Audyt finansowy przeprowadzony w pierwszych miesiącach jej urzędowania ujawnił dług publiczny sięgający 880 milionów złotych. Mieszkańcy wiedzieli o złej kondycji finansowej miasta. Kandydaci ostrzegali o niej już w kampanii wyborczej.

Różnica polegała jednak na tym, że dane oficjalne – publikowane przez poprzednią administrację – nie odzwierciedlały w pełni rzeczywistej skali problemu. Dopiero po przejęciu urzędu przez nową ekipę i przeprowadzeniu wewnętrznych analiz ujawniono rozmiary zobowiązań i zaniedbań, które przez lata były maskowane lub bagatelizowane.

Nieprzypadkowo Regionalna Izba Obrachunkowa wydała negatywną opinię o realizacji budżetu Zabrza za rok 2023. Oznacza to, że poprzednia władza nie tylko doprowadziła do poważnego deficytu, ale również nie zachowała elementarnych standardów przejrzystości finansowej. Nowa prezydentka nie doprowadziła do kryzysu – ona go zastała i musiała zacząć nim zarządzać.

To kluczowa różnica, którą zbyt wielu, zwłaszcza w ferworze emocji, ignoruje. Działania naprawcze w takiej sytuacji zawsze oznaczają konieczność trudnych decyzji: cięć budżetowych, reorganizacji struktury zatrudnienia, zawieszenia niektórych programów i imprez oraz ograniczenia wydatków bieżących. Nikt rozsądny nie twierdzi, że te decyzje były przyjemne – ale były konieczne.

Wymagają odwagi politycznej i długofalowego myślenia, którego niestety brakuje w warunkach niestabilności politycznej. Tymczasem miasto właśnie teraz – po miesiącach pracy – zaczęło odzyskiwać oddech. Najlepszym dowodem na to, że kierunek obrany przez Agnieszkę Rupniewską był właściwy, jest decyzja Ministerstwa Finansów o przyznaniu miastu 353 milionów złotych wsparcia.

To efekt długotrwałych negocjacji i przedstawienia planu naprawczego, który zyskał akceptację rządu. Środki te pozwoliły Zabrzu spłacić najpilniejsze zobowiązania, przywrócić płynność finansową i uniknąć scenariusza zarządu komisarycznego czy faktycznego bankructwa. Nie przyznaje się takich środków miastom, które działają w sposób nieodpowiedzialny. To symboliczny i materialny dowód na to, że obecna administracja zaczęła odbudowywać wiarygodność Zabrza w oczach instytucji państwowych.

W świetle powyższych faktów próba odwołania prezydent po zaledwie roku urzędowania jest – z perspektywy samorządowej i finansowej – działaniem nieodpowiedzialnym. Zmiana kierownictwa w trakcie trwania planu naprawczego, w momencie gdy dopiero udało się zabezpieczyć środki na jego realizację, grozi zaprzepaszczeniem wysiłków, cofnięciem wypracowanych porozumień i utratą zaufania instytucji.

Media Społecznościowe

0FaniLubię
3,912ObserwującyObserwuj
0SubskrybującySubskrybuj

Nowe informacje